Ratownik
Ślizg na fali
(Czytając opowiadania, pamiętaj, że zabawy ratownika Konrada nie zawsze kończyły się szczęśliwie.)
„Serfing – tak sobie mkniesz na falach zamykających się nad twoją głową” – marzył Konrad. Widział jednak, że posiadanie deski w mieszkaniu, w wieżowcu nie jest możliwe. Jedyne miejsce, gdzie mogłaby się zmieścić, to balkon. Ale jak tu wciągać taki bagaż na ósme piętro? – „Poza tym te nasze fale na Bałtyku to takie mizeraki”.
Można było jednak troszeczkę i „u nas” się poślizgać. Chłopiec sprawnie radził sobie z łódką, którą ustawiał rufą do fali, by następnie, gdy woda zaczynała wzbierać, szybko ruszyć w kierunku brzegu. Krypa, mimo że dość ciężka, zaczynała zsuwać się z unoszącego zbocza i pędziła ku brzegowi razem z pianą załamującej się wody. Wystarczyło wówczas kontrować wiosłami obrót łodzi, by wciąż zachowywała właściwy kierunek i dopłynąć, nawet kilkadziesiąt metrów, aż do samej plaży.
*
– „No dobrze, czas do brzegu” – pomyślał Konrad i „wskoczył na falę”. Mknął łodzią z radosnym uśmiechem, sterując lekko wiosłami i spoglądając przez plecy, czy na jego drodze nie pojawia się, aby, jakaś kąpiąca głowa. – „Szkoda, na falochrony idę. Trzeba będzie zejść kilka metrów przed brzegiem”.
Manewr był prosty. Jednen mocniejszy odpór wiosłem kończył ślizg łajby, zsuwając ją z fali. Nie zawsze jednak wszystko udawało się idealnie…
– „Jeszcze kawałek, zeskoczę w ostatniej chwili” – pomyślał młody ratownik i tuż przed palikami skontrował wiosłem. Włożył jednak pióro do wody pod zbyt małym kątem i zamiast obrócić łódką, wiosło odbiło się od tafli wody.
Nie zostało już czasu na reakcję. Trach! Poruszająca się bardzo szybko łódź uderzyła dziobem w falochrony, zatrzymując się przy tym niemal w miejscu! A jak każdy z nas wie, zgodnie z trzecią zasadą dynamiki pana Newtona, ciało Konrada poleciało bezwładnie do tyłu, wciąż z tą samą prędkością! Podbiło mu przy tym nogi o ławkę, na której siedział i grzmotnął z ogromną siłą placami o ławeczkę dziobową.
– „Co z łajbą?! Rozwaliłem?!” – Pozbierał się w jednej chwili i wyskoczył do wody. Było już ledwie po kolana, ale to stan łodzi był jego zmartwieniem. Jednak, o dziwo, stara krypa okazała się całkiem solidna. Przetrzymała uderzenie. – „Uf… ale bym narobił” – westchnął z ulgą i szybko wyciągnął ją na brzeg.
Po chwili emocje zaczęły z chłopca schodzić. Pojawiać zaczął się za to dość szybko intensywny ból.
– „Aj, solidnie musiałem łupnąć”. – Przytrzymał się za plecy. – „Dobrze, że nikt nie zwrócił na mnie za bardzo uwagi”.
Po kilku krokach zrobiło się zdecydowanie gorzej. Dotarł co prawda do wieżyczki ratowników, ale z miejsca poprosił, by dzisiaj już tylko siedzieć na górze i obserwować morze.
*
– Nerki na szczęście całe – powiedział lekarz, patrząc na wyniki badań. – Miałeś szczęście chłopie, to tylko silne stłuczenie mięśni grzbietu. Gdyby nerka pękła, to nie byłoby tak różowo. Dostaniesz rozkurczowe tabletki, by się tak nie napinały.
*
– „Nie napinały. Dobre. Tylko jak to zrobić?”.
Chłopiec wrócił z mamą od lekarza dość późno. Zmęczony przeżyciami i bólem chciał już tylko położyć się spać. Ale jak z tym sobie poradzić? W pionie jakoś potrafił się utrzymać. Jednak na myśl, że musi pochylić ciało i napiąć przy tym plecy oblewał go zimny pot ze strachu. Coś jednak trzeba było wykombinować. I udało się. Kładł się w ten sposób przez najbliższy tydzień.
A praca? Nie było to rozważne, ale jeździł jeszcze na plażę do ostatnich dni miesiąca. Wdrapywał się na wieżyczkę i siedział tam prosto jak słup soli, gapiąc się w wodę. Nie było z tym problemu, bo to najbardziej znienawidzone przez ratowników miejsce, a ktoś tam jednak powinien być.
Ale, ale! Zaraz! No a jakże on się kładł spać? – zapytacie. Bardzo specyficznie. Z pewnością będzie pamiętał to do końca życia. Klękał prosto na łóżku, starając się utrzymać wciąż rozluźnione plecy, zaciskał zęby w oczekiwaniu bólu i bezwładnie przewracał się na bok. Działało.
25.06.2020
Uczciwie poproszę.